Caroline przygotowywała dla każdego z nas miskę z ciepłą wodą. Chlapaliśmy się i pluskaliśmy jak stadko ptaków przy ką­pieli. Po zakończeniu mycia Caroline sprawdzała starannie, czy każde z nas, nawet ja, porządnie się umyło. Toaleta umieszczona |esi /a domem, chodziliśmy tam po kolei. Naprawdę tęsknię za d/iećmi, zwłaszcza teraz, na kilka dni przed Bożym Narodzeniem. No i przed urodzinami Billy'ego, które wypadają dwa dni wcześ­niej. Już wkrótce zostaniemy sami, trudno mi nawet o tym myśleć. Ka(hleen i Matthew są w tej chwili w górach, w Chile. Są ehybu szczęśliwi razem. Oboje uważają, że to, co robią, jest ważne dla świata. Kathy została, jak sama to nazywa, archeologiem-an-itopologiem, prowadzi badania dotyczące gigantycznych skał t d/iwnych znaków wykutych na zboczach gór. Matthew jest in-lormalykiem, pisze programy komputerowe przeznaczone do roz-wi;r/ywania problemów ekologicznych, tak jak ja piszę bajki dla d/ieei. Twierdzi, że może mieszkać tam, gdzie tylko chce, a on właśnie chce mieszkać razem z Kathleen. Trochę się o nich mar­twic, ich życie jest takie dziwne, ale Caroline nie wydaje się tym wi ale przejmować, a to ona w końcu jest ich matką.